Ostatnia część Sagi Zmierzch – Przed świtem w wydaniu książkowym to blisko 1000 stron, co niewątpliwie trudno przełożyć nawet na trzygodzinny film. Tak więc z jednej strony rozumiem decyzję twórców o podziale. Ale niestety pierwszej odsłony finału głośnej Sagi nie da się oglądać bez dziesięciolitrowego kubka kawy! Film jest po prostu nudny i doskonale odzwierciedla pierwsze 400 stron książki. Czy na pewno potrzebnie?
Mówiąc szczerze, idąc do kina nie spodziewałam się fajerwerków, ale to co zobaczyłam zakrawa o pomstę do nieba. Otrzymałam obraz trochę straszny, trochę zabawny, trochę wzruszający – ale nic poza tym. Tego trochę zgromadziło się za dużo. Wydaje się, że reżyser nie miał kompletnie pomysłu na film.
Nie będę streszczać filmu, bo każdy fan Sagi Zmierz doskonale wie jak rozpoczyna się czwarta część – pięknym ślubem Edwarda i Belii. Po ceremonii młodzi udają się w podróż poślubną, podczas której Bella zachodzi w ciążę. Pojawiają się komplikacje - zrowijające się w jej łonie dziecko zagraża życiu młodej pani Cullen. W tych trzech zdaniach jestem w stanie streścić cały film. Nic poza tym widz nie otrzymuje. Żadnej akcji, żadnych emocji, po prostu nic. Nawet kwestia aborcji, która w zakamuflowany sposób pojawia się w filmie, zostaje potraktowana po macoszemu, a można było przecież tę kwestię rozwinąć i na niej oprzeć lwią część fabuły filmu, co dałoby znacznie lepszy efekt. I wprowadziłoby przynajmniej jakieś emocje. Na dalszy plan schodzą również rozterki Jacoba – rozdartego miedzy miłością do Belli, a lojalnością wobec plemienia. Zamiast tego oglądamy przesuwające się po ekranie postacie i zadajemy sobie pytanie - czy aby przypadkiem się nie zgubili w wampirzej willi.
W filmie brakowało magii poprzednich części, tego mrocznego klimatu grozy i niewiadomej. Nawet między głównymi bohaterami nie iskrzy. A w poprzednich częściach napięcie między nimi było wręcz namacalne. Wydaje się, że twórcy filmu postawili na sprawdzony scenariusz – zbliżenia na twarz Pattinsona, neurotyczne miny Stewart czy nagi tors Lautnera. Dialogi ciągnące się w nieskończoność są plastikowe i ociekające stereotypowymi frazesami.
Jedynym plusem, który przemawia za filmem jest scena porodu oraz przemiany Belli. Końcówka filmu zaczyna ocierać się o horror i wzbudza większe emocje. Doskonała animacja pokazuje, jak wampirzy jad wkracza w ciało dziewczyny. Brawa należą się również charakteryzatorom, którzy oszpecili Kristen Stewart do granic możliwości, podkreślając cenę, jaką bohaterka musi zapłacić za seks z demonem.
Podsumowując, film jest słaby, reżyser kompletnie nie miał pomysłu na ekranizację tej części. Oczywiście fani sagi (ja również się do nich zaliczam, ale patrzę na to wszystko zdroworozsądkowo) do kina i tak pójdą i nabiją kieszeń tym, którzy przy produkcji pracowali. Pozostaje do rozstrzygnięcia kwestia czy będą zadowoleni czy zniesmaczeni...
A i jeszcze jedno, gdy pojawią się napisy końcowe, nie uciekajcie w popłochu. Czeka Was miła niespodzianka:)
Autor(ka): Olik www.superpani.pl Tagi do artykułu: saga zmierzch recenzja filmu przed świtem ekranizacja książki edward cullen robert pattinson kristen stewart
Podziel się z innymi:
|