Rodzanice Katarzyna Puzyńska – recenzja

Po raz 10 spotykamy się z bohaterami serii książek Katarzyny Puzyńskiej o Lipowie. Najnowsza książka „Rodzanice” to najmroczniejsza książka z serii. Łączy w sobie elementy thrilleru, horroru opartego na miejscowych legendach. To książka, od której trudno się oderwać

Akcja Rodzanic rozgrywa się rok, po wydarzeniach znanych z Nory. Katarzyna Puzyńska znów stawia swoich bohaterów przed trudną do rozgryzienia zagadką. W małej wsi pod Lipowem, Rodzanicach, znalezione zostaje ciało młodej dziewczyny – Michaliny Kaczmarek. W tym samym czasie ginie pewna dziennikarka. Czy dziennikarka miała coś wspólnego z zamordowaną nastolatką? Czy Michalina zabił własny ojciec? A może dziewczynę napadł wilkołak? O tym przekonacie się sięgając po książkę Katarzyny Puzyńskiej.

Fabułę Rodzanic, autorka oparła o legendy ludowe, z których miałoby wynikać, że jedna z rodzin zamieszkująca wieś, ma w sobie gen wilkołaka. Puzyńska świetnie bawi się konwencją horroru i powieści kryminalnej, trzymając czytelnika w napięciu. Czytając książkę mamy wrażenie, jakbyśmy czuli na swoich plecach coś tajemniczego, czającego się w cieniu. Jednocześnie autorka świetnie wywraca fabułę do góry nogami. Kiedy już wydaje nam się, że jesteśmy bliscy rozwiązania, okazuje się, że nic nie wiemy i wciąż tkwimy na początku drogi. A rozwiązanie zagadki zaskakuje. Przyznaję, nawet w najmniejszym stopniu nie spodziewałam się takiego rozwiązania.

Bohaterowie również się zmieniają. No może poza postacią Daniela, który sam nie wie czego chce. Nie potrafi wybrać pomiędzy Weroniką i Emilią. Zresztą przyznam, że postać Weroniki w tej książce denerwowała mnie i to bardzo. Choć jej kibicowałam do tej pory, w tej części mocno mnie do siebie zniechęciła. Sympatią zaczęłam darzyć Emilię, choć i ona w tej części ma sporo za uszami. Autorka nie pozostawiła swoich bohaterów jednoznacznymi. Każdy z nich przechodzi jakąś przemianę. Nawet postawa Pawła Kamińskiego budzi podziw. Trochę brakowało mi postaci Klementyny Kopp. Ale! Jak się okazuje, jej postać odegra jeszcze ważną rolę, już w następnej części.

Rodzanice składają się z dwóch warstw – jedna to prowadzone śledztwo w sprawie śmierci Michaliny Kaczmarek i dziennikarki. Druga warstwa to świat paranienormalny, któremu daleko do fantasy, jest bliski surrealizmowi, a co za tym idzie jeszcze bardziej przeraża. Postać wróżki, legenda o Rodzanicach, wierzenia wiązane z pełnią księżyca, który teraz ma zwiastować noc odrodzenia to wszystko niesie ze sobą klimat dreszczyku i tajemnicy sprawiając, że fabuła zapodana przez autorkę jest jeszcze bardziej mroczna, wciągająca i przerażająca.

Dziesiąta część cyklu o Lipowie jest jedną z najlepszych. W powieści przez cały czas wiele się dzieje. Czytelnik nie ma czasu na załapanie oddechu, a każda nieplanowana przerwa wywołuje zniecierpliwienie. Puzyńska kluczy między wydarzeniami, rzuca cień podejrzeń na każdego z bohaterów, sugeruje, podszeptuje, miesza nam w głowie. Im więcej ujawnia, tym trudniej się w tym jednak odnaleźć. Na każdą ujawnioną informacje przypada następna tajemnica. Każdy z nas staje się detektywem, podąża niespokojnie za autorką, próbując zrozumieć wszystko przed finałem, rozgryźć na własną rękę to, co przygotowała dla nas tym razem.

Sięgając po dziesiątą część sagi kryminalnej o Lipowie trzeba spodziewać nawiązań do wcześniejszych tomów. Początkowo ogrom wątków może czytelnika przytłoczyć, ale Katarzyna Puzyńska potrafi nad tym wszystkim zapanować, i te wątki, które musi – rozwiązuje, których nie musi kończyć – zostawia na przyszłość. Jak to w serii książkowej bywa, już zdążyły pojawić się pewne sygnały, że w Lipowie spokój na długo nie zagości.

Niesamowicie dobry klimat powieści, zagadki kryminalne nieoczywiste i naprawdę trudne, znani już doskonale fanom serii bohaterowie (Emilia dalej irytuje;)) i kilku nowych. Czytając Rodzanice czuć mróz, skrzypiący śnieg pod butami, słychać wycie wilków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *