„Mała baletnica” – recenzja

To nie jest książka, po przeczytaniu której łatwo przejść do codziennego życia. Trudno to zrobić zwłaszcza rodzicom małych dzieci, którzy wolą sobie nie wyobrażać, że pedofile mogą żyć obok nas. Bogaci, usytuowani, z koneksjami, znajomościami, wykorzystujący luki w prawie, chronieni przez władzę – i lubujący się w sześcioletnich dziewczynkach czy dojrzewających nastolatkach

O takim świecie jest „Mała baletnica” Wiktora Mroka, wstrząsająca opowieść o procederze pedofilii w Rosji. To dzieje się tu i teraz: akcja rozpoczyna się w 1982 roku, gdy na świat przychodzi Nastia. To ona jest pierwszą bohaterką – ofiarą i katem. Wykorzystana przez dorosłych, sama też kiedyś zacznie wykorzystywać bezbronne dziewczynki. Ofiar będzie znacznie więcej, bo to autentyczna opowieść o pedofilskim skandalu, w którym skrzywdzono ponad półtora tysiąca dziewcząt. Już sam tytuł wyjaśnia, pod przykrywką jakiej działalności szukano dzieci i mamiono rodziców.

Opisany międzynarodowy proceder nagrywania dziecięcej pornografii i toczącego się przeciw niemu śledztwa przeraża, bo nie rozwinąłby się tak doskonale, gdyby nie było tylu amatorów takiego biznesu. Poznajemy mechanizmy śledztwa prowadzonego przez specjalną ekipę moskiewskiej policji, które doprowadziło do zlikwidowania firmy produkującej dziecięcą pornografię. To nie efekt wyobraźni autora książki, a bardzo szczegółowy zapis, jak powstają firmy wykorzystujące nieletnich, kto za nimi stoi, w czyim interesie działają i jak się z nimi walczy.

Opisana w „Małej baletnicy” prawdziwa firma została zlikwidowana po siedmioletniej działalności w 2004 roku. Nie ma jednak wątpliwości – filmy i zdjęcia w sieci zostały, a proceder trwa dalej. Bo gdzie jest popyt, tam jest i podaż. Na całym świecie. Popyt na małe dziewczynki.

Małgorzata Lis-Skupińska

„Mała baletnica” – Wiktor Mrok – Wydawnictwo Initium

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *