Pokrzyk Katarzyna Puzyńska – recenzja

Pokrzyk to już jedenasta część sagi przygód policjantów z Lipowa. Książka zaczyna się w miejscu, w którym skończyła się poprzednia część Rodzanice. W tej części autorka uwikła bohaterów w wiele dylematów moralnych i problemów, z którymi tak łatwo sobie nie poradzą. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka

Klementyna Kopp zostaje oskarżona o zabójstwo dziennikarki Joanny Kubiak. Ucieka przed policją i ukrywa się gdzieś w lesie. Kiedy ginie kolejna osoba – Leokadia Orłowska, Kop jest widziana jak ucieka z łazienki, w którym dokonano morderstwa. Policjanci są zdeterminowani, żeby złapać byłą policjantkę. Ale! Kopp ma sojusznika, w postaci Daniela Podgórskiego, który stara się oczyścić przyjaciółkę z zarzutów. Policjanci szukając Kopp i próbując wyjaśnić przyczyny śmierci Leokadii Orłowskiej, nie wiedzą, że motyw znajdą w zbrodni, która miała miejsce ponad 40 lat.

Katarzyna Puzyńska po raz kolejny stworzyła opowieść, która wciąga od pierwszej do ostatniej strony, która trzyma w napięciu. Mamy krwawą zbrodnię, zawiłe śledztwo i tajemnicę z przeszłości, czyli to za polscy czytelnicy pokochali sagę o Lipowie. Puzyńska przyzwyczaiła mnie już, że przygotowane przez nią intrygi są niebanalne i ciężko rozwiązać je na własną rękę. Ale! czegoś mi w tej części zabrakło, przysłowiowej kropki nad „i”, która sprawiłaby, że Pokrzyk stałby się najlepszą częścią sagi.

Tym, co nie podobało mi się w tej części, była kreacja głównych bohaterów. Rysy psychologiczne postaci zawsze były mocnym punktem książek Katarzyny Puzyńskiej. A tu, dostaliśmy rozchwianą emocjonalnie Weronikę, wijącego się w kłamstwie Daniela, który z jednej strony walczy z alkoholowymi demonami, a z drugiej próbuje określić, którą kobietę kocha i Emilię, o której dość powiedzieć, że po prostu jest. Ten miłosny trójkąt przybrał formę brazylijskiej telenoweli. I przyznaję, zaczynam mnie już denerwować. Zwłaszcza ciągłe powtarzanie Daniela, że tego wieczoru na pewno rozwiąże sprawę swoich uczuć do jednej z kobiet.

Dodatkowo mało w Pokrzyku mamy pracy operacyjnej policji, samego prowadzenia śledztwa, co powoduje, że książkę czyta się raczej jak obyczajówkę, a nie rasowy kryminał, a zazwyczaj autorka utrzymywała te gatunki w równowadze. Historia sióstr, adoptowanych córek Leokadii Orłowskiej, trąci trochę tanią telenowelą. Zabrakło mi tu retrospekcji oczami samej Leokadii czy Patryka, który zmarł tragicznie 40 lat temu.

View this post on Instagram

"Pokrzyk" @puzynska to kolejna cześć sagi o policjantach z Lipowa. Po rewelacyjnych Rodzanicach autorka spuściła trochę z tonu. Mimo to Pokrzyk trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. "Pokrzyk" zaczyna się dokładnie w miejscu, w którym skończyły się Rodzanice. Klementyna Kopp znika, w końcu jest poszukiwana za morderstwo Joanny Kubiak. Miejscowa policja przypisuje jej także morderstwo starszej Pani Leokadii Orłowskiej. Daniel Podgórski chce oczyścić przyjaciółkę z zarzutów. Wikła się więc w nie do końca legalne dochodzenie. Wydarzenia z teraźniejszości mają swój początek w przeszłości, w którą uwikłana była Klementyna i rodzina Orłowskich. Z każdą kolejną stroną odczuwamy coraz to mrocznienszy klimat i co raz to bardziej przerażające motywy działania podejrzanych. Wszystko zmierza do zaskakującego finału. Przyznam szczerze, że koniec książki wbił mnie w fotel, bo wywrócił wszystko do góry nogami. Zasada Klementyna Kopp "nie ufaj nikomu" w końcówce znajduje dosłowne odzwierciedlenie w śmierci jednej z głównych postaci. Kreacja bohaterów do tej pory to było mistrzostwo świata. W tej części przybrały kształt rodem z brazylijskich telenowel. Daniel Podgórski, który walczy z jednej strony z alkoholowymi upiorami, z drugiej musi ujarzmić swoje uczucia. Zachowuje się jak nastolatek, który sam nie wie czego chce. Weronika to emocjonalnie roztrzesiona dzierlatka, której nie raz miałam ochotę wygarnąć, żeby się wreszcie ogarnęła. Jedyne co fascynuje to przeszłość Klementyny i z każdą odkrywaną tajemnicą, jeszcxe bardziej rozumiem tą postać. W niektórych miejscach książka jest mocno rozwleczona poprzez kilkakrotny opis tych samych zdarzeń i łopatologiczne wyjaśnienie przyczyn podejmowanych przez bohaterów działań. Mimo to końcowe fragmenty trzymają w napięciu i pozostawiają czytelnika z pytaniem : dlaczego? Są emocje, jest zaskoczenie, zdenerwowanie i gniew. Pozostaje jedynie zapłakać nas losem bohaterów z Lipowa. Mimo, że Pokrzyk pozostawia mnie z pewnym niedosytem, to czekam z niecierpliwością na kolejne tomy sagi.

A post shared by Aleksandra Załęska (@mamanawypasie) on

Pokrzyk to książka, która jedynie ociera się o klimaty Lipowa z pierwszych tomów sagi. To powieść o zupełnie innych ludziach, chociaż nazwiska zostały te same. Przykro mi to pisać, ale nikogo z nich nie polubiłam, za nikim nie podążałam, nikomu nie kibicowałam i nie współczułam. No może nie tak do końca nikomu nie kibicowałam. Puzyńska odkrywa kolejne karty z przeszłości Klementyny Kopp i to jest najciekawsza część książki. Z każdą odkrywaną tajemnicą zaczynam coraz bardziej rozumieć tą postać, a moja sympatia wobec niej stale rośnie.

„Pokrzyk” w mojej ocenie odbiega nieco od poprzednich części. Nie jest zły, aczkolwiek podobał mi się mniej niż jego poprzednicy. Mimo, że od pierwszych stron akcja rusza z kopyta i wciąga czytelnika w swoje sidła, to od pewnego momentu za bardzo się ciągnie.

Mimo zarzutów co do historii opowiedzianej w książce, muszę podkreślić, że końcowe sceny wbijają w fotel i trzymają w napięciu. Zakończenie – majstersztyk, który na długo pozostawia czytelnika w zamyśleniu. Koniec zupełnie przykrył niedociągnięcia całej książki. Powiem więcej, dla tego zakończenia warto było tą książkę przeczytać! Czekam z niecierpliwością na kolejny tom sagi.

Aleksandra Załęska


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *