Stephanie Plum. Natrętna dziewiętnastka – recenzja

To już 19 tom przygód Stephanie Plum – łowczyni nagród z New Jersey pióra Janet Evanovich. Natrętna dziewiętnastka śmieszy do łez i trzyma w napięciu tak jak pozostałe części. Janet Evanovich nie zwalnia tempa i pakuje swoją bohaterkę, w co raz to nowe kłopotyStephanie Plum. Natrętna dziewiętnastka – recenzja

Konto Stephanie Plum coraz bardziej się uszczupla. Dziewczyna nie dostała od dawna żadnego zlecenia. W końcu przychodzi – Geoffrey Cubbin, oskarżony o defraudacje milionów najlepszego domu opieki w Trenton, zniknął w tajemniczych okolicznościach ze szpitala tuż po wycięciu wyrostka robaczkowego i tuż przed datą swojej rozprawy. Stephanie z Lulą u boku musi rozwiązać sprawę. Ale jak to bywa w życiu  Śliwki – nic nie jest tak proste jak się wydaje i dziewczyna pakuje się w coraz to nowe kłopoty.

Oczywiście Stephanie nie byłaby sobą, gdyby nie spaliła jakiegoś samochodu. W  tej części pali swój, samochód Komandosa oraz Morelliego. Nie dość, że Plum ma kłopoty z wytropieniem Cubbina, to jeszcze w jej życie wdziera się Tiki – hawajski Totem, który zaczyna „mieszać” jej w głowie, a w dodatku Stephanie musi założyć różową suknię druhny. A na domiar wszystkiego staje w środku konfliktu pomiędzy Komandosem a jego szalonym towarzyszem broni z Sił Specjalnych. Oj nie lada wyzwania postawiła Janet Evanovich przed swoją bohaterką. Jak uda się Śliwce wybrnąć z tych sytuacji dowiecie się, sięgając po książkę.

Natrętna dziewiętnastka ma wszystko, co fani serii znają z poprzednich książek – pościgi, kryminalne zagadki, niebezpieczeństwa, a także solidną dawkę humoru. Największymi atutami książek są barwne postacie, dla których tak naprawdę za każdym razem sięgam po kolejne części.

W Natrętnej dziewiętnastce widzimy trochę inną Stephanie, która nareszcie potrafi podejmować trudne decyzje typowe dla Łowcy nagród. Stephanie dojrzała i się zahartowała. Jednak to, że ma w sobie więcej odwagi nie sprawia, że zmniejszyła się ilość zabawnych sytuacji. Oprócz niej, mamy doskonale skrojoną postać Luli – byłej prostytutki. Lula, borykająca się z nadwagą, ale nie chcąca się do tego przyznać, zakłada na siebie coraz to bardziej skąpe ciuszki, które zamiast zakrywać nadmiar ciałka, skutecznie go odsłaniają. Do tego poglądy Luli na świat są tak samo komiczne, jak jej wygląd. Po mistrzowsku Evanovich wykreowała postać babci Mazurovej – rezolutnej staruszki z ciętym językiem, lubiącej brać udział w ceremoniach pogrzebowych (akurat jej postaci w tym tomie było stanowczo za mało).

Barwne postacie przysłaniają fabułę, które jest trochę naciągana, a przede wszystkim niedopracowana. W pewnym momencie akcja fajnie się zarysowuje, ale niestety tak szybko, jak się rozkręca, tak szybko się kończy. Dodatkowo (moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie) Evanovich wplatała wątek psychopaty ścigającego Komandosa. Wątek ten był również niedopracowany i miejscami bardzo chaotyczny.

Pewna schematyczność, w którą w ostatnich częściach zaczyna popada Evanovich powoduje, że seria zaczyna tracić to, co było jej mocną stroną – nieprzewidywalność zdarzeń. Mimo to Natrętna dziewiętnastka to lekka i przyjemna lektura. Po raz kolejny czytelnik dostaje to, czego po serii może się spodziewać: samochody wybuchają, panna Plum jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie i to nie jeden raz, a Lula je tyle co zwykle.

Natrętna dziewiętnastka to lektura na deszczowy wieczór. Po lekturze tej książki od razu przywołamy uśmiech na twarz.

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Fabryka Słów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *