Nic co ludzkie – recenzja

 „Wydawało się chłopcu, już dużemu, już mężczyźnie, że poradził sobie z przeszłością. Tak było do tego tygodnia, kiedy potwór znów się obudził”  „Nic co ludzkie” to książka inspirowana scenariuszem filmu „Kler”. Piotr Głuchowski rozwija w niej dobrze znane wątki z filmu, jednocześnie ukazując przeszłość bohaterów, która miała olbrzymi wpływ na to, kim są obecnie.

Nic co ludzkie Piotr Głuchowski – recenzja

Andrzej Kukuła, Tadeusz Trybus i Leszek Lisowski – trzech przyjaciół z seminarium, trzech duchownych. Podobnych, ale jakże się od siebie różniących. Każdy z innych pobudek poszedł do seminarium, każdy z nich jest inny i ma inne grzechy na sumieniu.

Tadeusz Trybus jest alkoholikiem. Zresztą, jak sam przyznaje, nie mogło być inaczej, gdyż mężczyźni w jego rodzinie od zawsze pili. Mimo, że wydawało mu się, że idąc do seminarium wygra z nałogiem – tak się nie stało. Jego alkoholizm tylko się pogłębił. Do tego współżyje ze swoją gospodynią, która ostatecznie zachodzi w ciążę. Co zrobić proboszcz Trybus?

Leszek Lisowski jest doktorem, pracuje blisko biskupa, w kurii. Zajmuje się inwestycjami, a dzięki sprytowi i przebiegłości bardzo dobrze mu się powodzi. Jeździ najnowszym mercedesem, ma wypasione mieszkanie w Krakowie, a do tego potrafi dzielić się i wspomagać najbiedniejszych. Jednak Leszek skrywa wstydliwą tajemnicę. Po śmierci rodziców, jako dziecko trafia do ośrodka, który prowadzą zakonnice. Przemoc ze strony opiekunek i kolegów, powszechne gwałty (na które zakonnice patrzą przez palce!) ukształtowały księdza Lisowskiego, który jako dobrze sytuowany duchowny wykorzystuje naiwność chłopców, by zaciągnąć ich do łóżka.

Andrzej Kukuła to jedna z bardziej przejrzystych postaci w całej książce. Owszem ma swoje na sumieniu, m.in. jazda z ostatnim namaszczeniem po pijaku, ale w ogólnym zarysie można nazwać go dobrym kapłanem. Sam wiele przeszedł. Jako dziecko był regularnie gwałcony przez swojego proboszcza, a kiedy powiedział o tym babci, ta nie uwierzyła mu i kazała nie opowiadać bzdur. Na jej  życzenie poszedł do seminarium. Kiedy odkrywa szokującą prawdę o swoim przyjacielu Lisowskim, próbuje ją upublicznić, za co płaci najwyższą cenę.

„Nic co ludzkie” to książka, która szokuje. Trzyma czytelnika w napięciu od pierwszego do ostatniego słowa. Opisane w niej historie  sprawiają, że włos jeży się na głowie. Czytelnik nie może uwierzyć  nie tylko w zbrodnie, do których do dochodzi, ale również w sposoby na zamiatanie ich pod dywan. Osią fabuły są zbrodnie pedofilskie w kościele, które są skrzętnie ukrywane przez najwyższych dostojników.

Grzechy Kościoła odkrywa dziennikarka Ludmiła Zakrzewska, która prowadząc śledztwo w sprawie kościelnej pedofilii – musi dokonać fundamentalnego wyboru: miłość, czy godność? Postać dziennikarki, moim zdaniem, była najlepiej odmalowaną postacią w całej książce. Kobieta, matka, która na dwóch szalach waży lojalność do informatorów ze zdrowie syna i musi dokonać bardzo trudnego wyboru.

„Nic co ludzkie” czyta się jak dobry thriller kryminalny. Książka miejscami oburza, ale również zaskakuje. Jest tu wszystko, co potrzebne aby totalnie zanurzyć się w lekturze – kryminał, sensacja, szybka akcja, wyraziści bohaterowi, kontrowersyjne tematy, mroki duszy największych grzeszników.To co najbardziej uderza w książce to opis mechanizmów, prowadzących do zamiatania pod dywan zbrodni. Pedofile są zsyłani do ośrodków, gdzie mają przemyśleć swoje zachowanie (sic!), biskup tłumacząc swoich podopiecznych mówi o zaburzeniach nerwowych lub odwraca kota ogonem, wmawiając wszystkim, że kolejny odkryty skandal pedofilski to nic innego, jak ataki na kościół.

Głuchowski przedstawia swoich bohaterów, jako część wielkiej machiny, z której trybów tak łatwo nie da się wyzwolić, wręcz przeciwnie, mamy do czynienia z jej alternatywną wersją. Mordowicz pławiący się w luksusach mówi o ubogim życiu, oprawcy są stawiani w roli ofiar, a wewnętrzne bagno na zewnątrz sprawia pozór ideału.

Szczerze mówiąc, miałam wątpliwości czy książka przypadnie mi do gustu, po obejrzeniu  „Kleru” Wojtka Smarzowskiego. Ale nie zawiodłam się – wręcz przeciwnie – dopiero teraz rozumiem pewne kluczowe wątki z filmu – widząc ich szerszy kontekst i poznając dzieciństwo i uwarunkowania pierwszoplanowych postaci.

Podsumowując „Nic co ludzkie”, to książka, którą powinni przeczytać ci, co widzieli film, jak również ci, którzy filmu nie widzieli. Książka jest mocna. Wyłania się z niej obraz kościoła zdeprawowanego, w którym nie tylko dochodzi do skandali pedofilskich, ale również nadużywa się alkoholu, narkotyków, kupczy się sakramentami czy łamie śluby czystości. Jednak autor nie potępia całkowicie kościoła. Pozostawia furtkę, opisując kapłana Andrzeja Kukułę, który ma sporo „za uszami”, ale w obliczu jawnego przestępstwa potrafi z nim walczyć, nie chowa głowy w piasek i nie zasłania oczu, mówiąc, że nic nie widzi. Kiedy kuria publicznie nie odpowiada na jego zawiadomienie o pedofilskim skłonnościach Lisowskiego, postanawia wyrazić swój sprzeciw dokonując samospalenia podczas uroczystych obchodów jubileuszu biskupa Mordowicza.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *