Mój tydzień z Marilyn – recenzja

Tydzień z życia najbardziej pożądanej gwiazdy kina lat 50. Czy Marilyn Monroe faktycznie była szczęśliwą kobietą, czy uroda była kluczem do szczęścia? O tym dowiadujemy się ze wspomnień Colina Clarka.

Marilyn Monroe obiekt pożądania niejednego mężczyzny i zazdrości niejednej kobiety. W latach 50. była boginią wielkiego ekranu. Wielu miało ją za głupiutką gąskę, która poza urodą nic sobą nie prezentuje. Wielu zazdrościło jej szczęścia – w końcu opływała w dostatki. Ale tak naprawdę Marilyn była kruchą kobietką, która pragnęła kochać i być kochaną.

O swoim życiu opowiada Colinowi Clarkowi, chłopcu na posyłki, jedynym który wzbudza w niej zaufanie. Marilyn opowiada mu o swoim życiu, o początkach swojej kariery, przytacza wiele historii, które miały wpływ na jej życie. Przy Clarku gwiazda nie musi niczego udawać, wreszcie pokazuje swoją prawdziwą twarz – wrażliwej osoby, nieradzącej sobie z samotnością i otaczającą ją rzeczywistością. Oczami Clarka widzimy zmagania Marilyn na planie filmu, przed nim aktorka otwiera się i zwierza ze swoich pragnień. Chłopak na tydzień daje się wciągnąć w geografię jej życia uczuciowego, starając się przy tym być dla niej wsparciem. I jak możemy się domyślać Colin zakochuje się w gwieździe. Ale to uczucie nie jest najważniejszym elementem książki.

Marilyn Monroe widzimy jako osobę bardzo niepewną siebie, o niskim poczuciu własnej wartości, nieszczęśliwą w małżeństwie, niesłychanie pragnącą akceptacji i przede wszystkim miłości, ale tej prawdziwej. Ogromny deficyt w tych sferach jej życia powoduje u niej stan niemal permanentnej melancholii.

Z opowieści Clarka wyłania się swoisty portret psychologiczny Marilyn Monroe. Poznajemy zupełnie inną twarz gwiazdy. Clark dostrzega w niej nie gwiazdę filmową a zagubioną i wymagającą opieki dziewczynę. Widzimy wyraźnie zaznaczony kontrast pomiędzy kobietą odnoszącą sukces za sukcesem a kobietą szukającą ciepła i miłości. Ikona filmu i seksu otrzymuje ludzką twarz.

Właśnie ten dysonans osobowości w książce najbardziej urzeka. Zaczynamy jej współczuć, a jednocześnie rozumieć jej wszystkie rozterki. Z każdą kolejną stroną pamiętnika Clarka widzimy jak ciężkie brzemię musiała dźwigać Marilyn, aby przypodobać się wszystkim, ale z drugiej strony nie utracić swojej tożsamości. Producenci filmowi widzieli ją w rolach striptizerek i chórzystek, a ona w głębi duszy nienawidziła ról prostaczek i chciała zmienić swój wizerunek.

Wspomnienia Clarka to opowieść o życiu wielkiej gwiazdy kina, jak również (dla mnie przede wszystkim) opowieść o świecie show-biznesu, w którym przetrwają tylko najsilniejsi. Ci słabsi, nawet jeśli uważani za wielką gwiazdę, muszą zostać zepchnięciu na boczny tor, dla słabych nie ma miejsca w świetle reflektorów, w błysku fleszy.

Mój tydzień z Marilyn to interesująca opowieść o prawach jakie rządziły show-biznesem w latach 50. Ale jakże aktualna do dziś. Wiele z opowiedzianych przez Marilyn historii, jak żywo pasuje do dzisiejszego, współczesnego świata kina.

Książka godna polecenia, nie tylko jako dopełnienie najnowszego filmu – pod tym samym tytułem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *