Świątynia Jakub Żulczyk – recenzja

Zło w najczystszej postaci powraca. Ciemność nie zginęła wraz ze zniszczeniem Zmorojewa. Powiem więcej powróciła jeszcze silniejsza! Tak w skrócie można opisać drugą część przygód Tytusa i Anki, znanych ze Zmorojewa Jakuba Żulczyka. W drugiej części – Świątynia, wspólnie z bohaterami będziemy musieli pokonać Ciemność

Świątynia Jakuba Żulczyka zaczyna się, jak typowa książka dla nastolatków. Znana ze Zmorojewa, Anka Waszczuk, jak zwykle buntuje się przeciwko rodzicom. Nie zrozumiana i nie dostosowana do domowej rzeczywistości, próbuje odnaleźć swoje miejsce. Pewnego dnia do klasy dziewczyny dołącza tajemnicza trójka nastolatków. Ubrani na czarno, wyalienowani, wzbudzają wśród kolegów strach. Na ich temat rodzą się plotki i nieskończone domysły. Wszystko się zmienia, gdy Damian, jeden z trójki nastolatków, proponuje Ance spotkanie. Ta zafascynowana nowym, przystojnym i tajemniczym kolegą, ulega jego czarowi. Nie zdaje sobie sprawy, w jakie kłopoty się wplącze….

Prawda, że opis brzmi, jak z książki dla nastolatków? I przyznam szczerze, że czytając książkę miałam wrażenie, że autor powiela wiele schematów znanych z „mrocznych” powieści dla młodzieży. Choćby tajemniczego przystojniaka, którego urodzie nie może oprzeć się główna bohaterka….

Pierwszy tom – Zmorojewo, był dobrze napisanym horrorem dla młodzieży, podczas czytania którego dobrze się bawiłam. Nawet pomimo kilku zgrzytów w elementach grozy. Jednak druga część – Świątynia, pozostawia wiele do życzenia. Owszem, ciemna strona poprawiła się, jest bardziej przerażająca. Jednak momentami akcja jest tak powolna i rozwlekła, że trudno było mi skupić nad rozwojem fabuły.

Klimat apokalipsy, nadchodzenia zła, został oddany bardzo słabo. Przyznaję, że nie wzbudził we mnie dreszczyku emocji. Nawet od horroru dla młodzieży wymagam zbudowania większego napięcia i klimatu grozy. Po obszernym i nudnawym miejscami, wstępie, przystępujemy do akcji. Jednak, gdy ostrzyłam sobie zęby na ciekawy rozwój akcji, bardzo szybko się rozczarowałam. Momentami wydawało mi się, że autor sam zapomniał, o czym chciał pisać. W Świątyni, niestety, napięcie budowane jest na siłę i w sposób nieudolny.

Świątynia Jakub Żulczyk

Bohaterowie wcale nie byli autentyczni, choć początek książki to obiecywał. W starciu z siłami zła, stali się papierowi i jacyś tacy rozlaźli. W pierwszej części ciapowatego nerda Tytusa, polubiłam, a w tej mnie po prostu drażnił, swoim brakiem zdecydowania.Tytus nie wnosi nic do akcji, a nawet powiem więcej, jak na Powiernika przystało, nie robi nic, żeby pokonać zło. To inni ratują mu tyłek. Anka, w Zmorojewie, była dziewczyną z „jajami”, a w tej części, niestety stała się płaczliwą nastolatką, zadurzoną w tajemniczym koledze, całkowicie zatraciła swój charakter, za który naprawdę ją polubiłam. Malutki plus dla autora za kreację postaci Anety, kumpeli Anki. Dresiara, z ciętym językiem, jako jedyna jest autentyczna w swoich działaniach. Kreacja postaci z ciemnej strony pozostawia bardzo wiele do życzenia. No może postać Lidii jest odrobinę przerażająca, ale w końcowym rezultacie okazuje się sztuczna i papierowa jak reszta bohaterów.

O ile pierwszy tom, czytało mi się z przyjemnością, o tyle drugi mnie po prostu wymęczył. Nie znalazłam nic, co wzbudziłoby moje zainteresowanie. W książce niewiele się dzieje, a dłużyzny sprawiają, że czytelnik mocno się nudzi. Niestety potencjał pierwszej części został zmarnowany. Świątynia nie jest udaną kontynuacją.

Świątynia Jakuba Żulczyka ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *